Zachód słońca dla każdego z pewnością coś pięknego, ale nie dla jednej osoby. Nie dla mnie. Codziennie przeżywam to od nowa, po raz kolejny. Moje serce pękało, a łzy ze stęsknionych oczu lały się strumieniami do morza. Do morze łez... Nigdy nie mogłam pogodzić się z tym, że mój ukochany mąż, Will Turner, został kapitanem Latającego Holendra. Od tamtych tragicznych wydarzeń minęło 9 lat. Dokładnie pamiętam każdą chwilę spędzoną z Willem, szczególnie nasze ostatnie pożegnanie. Teraz tak bardzo pragnę przytulić się do męża albo nawet zobaczyć go przez chwilę i móc mu powiedzieć, że cały czas czekam na niego. Niestety pozostały mi tylko wspomnienia i serce Willa znajdujące się w skrzyni. Stałam przy oknie. Wypatrywałam się jak czerwone słońce po mału, chowa się za horyzont, niczym tonie w błękicie oceanu. Nagle usłyszałam że mój 8 letni synek wchodzi do mojego pokoju, cały zapłakany bo przyśnił mu się jakiś koszmar. Przytuliłam go mocno do siebie i zaczęłam śpiewać piosenkę piratów, którą śpiewałam w dzieciństwie. Jonathan usnął jednaj ja nie mogłam. Wciąż myślałam nad sposobem uwolnienia Willa spod klątwy Latającego Holendra. Jako Królowa Piratów miałam przecież w każdej chwili statek do dyspozycji. "Lecz co to da?" zastanawiałam się. Jest tylko jeden człowiek, który może pomóc w tej sytuacji. To ojciec Jacka Sparrowa, który zna piracki kodeks jak własną kieszeń. Ale nie miałam pojęcia, gdzie mogę go znaleźć. Jednym rozwiązaniem było zebranie Trybunału Braci Piratów. Po wielkiej wygranej bitwie z Kompanią Wschodnio-indyjską, piraci przysięgli, że Trybunał będzie spotykał się co roku, w dniu rocznicy tamtych wydarzeń. Postanowiłam więc ze następnego dnia wypłynę z portu. Spakowałam wszystkie potrzebne mi rzeczy i położyłam się razem z małym kufrem, w którym było serce mojego ukochanego. Przybliżyłam je do siebie i wsłuchiwałam się w bicie jego serca, zasnęłam...

Fajny Rozdział! :*
OdpowiedzUsuńDzięki;*
Usuń