Nazajutrz obudziło mnie wschodzące słońce. ,,Już czas” pomyślałam.
Wzięłam na jedną rękę dziecko, w drugiej zaś trzymałam skrzynię z sercem Willa. Obiecałam sobie, że zawsze będe ją mieć przy sobie, tak jak prosił mnie o to mąż. Miałam wierną załogę, która mi służyła, więc nie było problemu ,aby ją zebrać.
-Dzień dobry pani Turner – przywitał mnie jeden z członków załogi.
-Witam – odparłam . – Wiecie gdzie mamy płynąć ?
-Aye! Dalej ruszać się wszyscy! Wypływamy z Tortugi! Płyniemy do Shipwreck Cove, więc wiatr w żagle!
Zeszłam do swojej kajuty. W mojej głowie pojawiała się ciągle jedna myśl : ,,Czy ten sen to był tylko sen ? Może Willowi śniło się to samo ? Może naprawdę byłam na Latającym Holendrze i wzięłam męża za rękę? ‘’. Stanęłam przy oknie.
Zbliżał się wieczór. Nie był on jednak ani słoneczny, ani
bezchmurny jak poprzedni. W oddali pojawiły się pierwsze
ciemne, kłębiaste chmury zwiastujące fatalną pogodę. Na
pokładzie Krwawej Łzy, moim statku panował spokój. Pan
Gibbs stał przy sterze, reszta załogi popijała rum grając w karty.
Jasnobłękitne niebo w parę minut stało się granatowe. Spadła
pierwsza kropla deszczu. Zaczęło padać. Nagle rozległ się potężny
huk. Piorun uderzył niedaleko okrętu. Wszyscy zerwali się na
równe nogi.
-Chyba sobie nie pogracie- rzekł Gibbs do piratów.
- No to jest pech ! Zawsze kiedy jestem bliski wygranej zaczyna się
burza! – wrzasnął jeden z członków załogi Krwawej Łzy. -
Później wszyscy uważają mnie za nieudacznika,
fajtłapę, pechowca, który
nawet w karty nie potrafi wygrać !
- Teraz lepiej nie marudź. Ponarzekasz potem. SA o wiele więksi
pechowcy niż ty, którzy ciągle ładują się w tarapaty
– odpowiedział mu Gibbs.
Przysłuchiwałam się rozmowie opierając się o futrynę
drzwi swojej kajuty.
- Czy masz na myśli Jacka?- zapytałam.
- Tak. Tylko on zawsze wpada w kłopoty po same uszy.
Myślałem, że pani śpi.
- Na chwilę się zdrzemnęłam. A tak w ogóle proszę mówić
mi po imieniu bądź zdrobniale Lizzie. Jakoś głupio brzmi to ‘pani’ –
powiedziałam lekko się uśmiechając.
- Jak sobie życzysz Elizabeth. Ciekaw jestem co tam u
naszego sprytnego Jacka. Ostatnio widziałem go jak
odpływał łódką z Tortugi zaraz po tym jak Barbossa
ukradł mu Czarną Perłę. Jack miał przy sobie
jakiś pergamin czy coś w tym rodzaju zwinięty w rulon.
- Nie powiedział co to ?
- Nie. Domyślam się jedynie, że to ta diabelska mapa,
która pomogła nam się wydostać zza światów. Pewnie
wskazuje … – Gibbs urwał zdanie kiedy kolejna błyskawica
uderzyła w taflę czarnego oceanu.
- Jazda! Zwijać żagle ! – krzyknął Gibbs. – Jeśli kiedykolwiek
jeszcze chcecie zobaczyć ląd to do roboty !
- A ty od kiedy tu rozkazujesz Gibbs ? Hmm?- zapytał jeden z
marynarzy.
- Od kiedy dałam mu pozwolenie-oznajmiłam stanowczo . –
Teraz macie go słuchać. Jasne ?
- Tak pani kapitan...
